Znacie to uczucie, gdy przez całe życie słyszycie  – „jesteś do niczego!”, „niczego w życiu nie osiągniesz”, „przestań! Nie rób se nadziei”, „dobra, i tak nie dasz rady” i moje ulubione „przestań pierdolić, jesteś tylko zwykłą cipą!”. Słyszałam to przez lwią część swojego życia. Nie, nie było łatwo. Zdarzały się momenty, w których jedynie myśli samobójcze były mi bliskie. Dziś. Dziś jest inaczej. Znacznie inaczej. Odnalazłam stabilizację, miłość, przyjaźń i spokój, którego tak długo szukałam. Dziś gdy słyszę coś w stylu – „przestań pierdolić, jesteś tylko zwykłą cipą!” uśmiecham się szeroko wystawiając środkowy palec ze złotą MasterCard. Jednak moje wczoraj i dziś dzieli ogromna przepaść. Chcesz ją poznać? Zapraszam …

Mała dziewczynka z małego miasta.

Owszem. Wstęp jest bardzo negatywny. Wybacz, ale tylko w taki sposób mogę przyciągnąć Twoją uwagę. Nazywam się Patrycja, choć częściej mówią na mnie Patka, Pati, Patnana lub pani Patrycjo. Pochodzę z małej miejscowości pod Warszawą, ale nie pytaj, jakiej bo to nieważne. Czy urodziłam się w patologicznej rodzinie? Trudno powiedzieć. Mam mamę, ojca i braci. Ojciec nie był alkoholikiem, matka nie była narkomanką, a bracia mnie nie molestowali. Z boku może wyglądało to na normalną rodzinę, niestety w środku było nieco inaczej.

Z całej rodziny najlepszy kontakt miała z mamą. Beata była złotą kobietą. Kochana, pracowita, zorganizowana, przyjazna. Codziennie wstawała z rana, by wyszykować nas do szkoły. Była też pomysłowa, zorganizowana i zawsze potrafiła zrobić coś z niczego. Wierzę, że jakby za młodu wyjechała na studia do Warszawy, to podbiłaby to miasto. Niestety nigdy nie opuściła rodzinnego miasta, ze względu na Mirona … mojego ojca.

Trudno mi przywołać dobre wspomnienia związane z moim ojcem, gdyż obawiam się, że ich w ogóle nie mam. Może to smutne, ale dla mnie stało się, jakieś takie … normalne. Może naprawdę tak na to patrzę, lub jest to bardzo mocna siła wyparcia. Nieważne. O ojcu powiem tylko, tylko tyle, że jest to były ubek, wyrzucony z pracy po zmianie władzy. Jego największym sukcesem było odznaczenie za „dzielną walkę z stoczniowcami” i tysiąc złotych renty. Do postaci ojca pewnie nieraz wrócę, więc nie ma sensu, by go dokładnie opisywać. 

Mam też brata – Adama, moje zupełne przeciwieństwo, choć to właśnie jemu w dużej mierze zawdzięczam to, gdzie teraz jestem. Szczegóły naszych relacji zaprezentuję jednak później.

W ciągłym rozdarciu

Wydawało mi się, że jestem normalnym dzieckiem i mam normalne dzieciństwo, chociaż …

Przez większość życia czułam rozdarcie. Z jednej strony byłam skromna i spokojna, lecz nigdy nie miałam problemu z wystąpieniami publicznymi. Na scenie czułam się pewnie, naturalnie i nie ukrywam, że … lubiłam to. Niestety ojciec stale mi powtarzał, że nie nadaję się na scenę bo „nie mam charyzmy, ani mocy przywódcy … takiej jak on”. Nie wiem dlaczego tak mówił, ale wierzyłam mu. W końcu to mój „tato”.  

Podobnie było z ubieraniem się.  Byliśmy biedni więc nie miałam drogich ubrań, jednak miałam dobry gust i pomysły. Potrafiłam tak dobrać swoje ubrania, by wyglądać stylowo. Niestety. Myślę, że jakbym mieszkała w większym mieście, to ktoś powiedziałby, że mam zmysł desingerski. Na mojej wichurze słyszałam tylko, że jestem biednym dziwadłem.

Takich przykładów mogę wymieniać i wymieniać. Podobnie było z matematyką, językiem polskim, geografią. Wszystkim czym się interesowałam. Gdy chciałam czymś się zająć, coś zrobić, to ciągle słyszałam tylko „nie dasz rady” i „nie bo nie!”. Przez całe cholerne dzieciństwo to samo. Nieustane hamulce, znaki stop i zniechęcenie. Teraz wiem, że te ciągłe zniechęcanie strasznie nadszarpnęły moją samoocenę. Sprawiły również, że podświadomie szukałam sposobu, aby wreszcie wyrwać się z ciągłego „nie, nie rób tego!”.

Ten sposób miał w końcu nadejść, w dniu w którym poznałam jego …